Spacerem po Przemyślu

17 listopada 2018 (sobota) godz. 14:00

Piotr Michalski

 

 

Piotr Michalski - urodzony 29 sierpnia 1968 roku  w Przemyślu, wykształcenie średnie techniczne, za-wodowo pracownik Firmy PKP Energetyka, z zamiłowania przewodnik turystyczny  i fotograf – amator.
Moja przygoda z fotografią zaczęła się blisko 25 lat temu. Początkowo dokumentowałem wydarzenia oraz spotkania rodzinne, później przyszedł czas na fotografię krajobrazu, przyrody i architektury. Od kilku lat łącząc historię regionu i fotografię staram się dokumentować detale architektoniczne i technicz-ne przemyskich ulic budynków i budowli.
Będąc od 24 lat przewodnikiem nie ukrywam, że jest mi trochę łatwiej szukać tych artefaktów, ale często zdarza się, że idąc na spacer z aparatem odkrywam niektóre obiekty na nowo.
Przemierzając ulice naszych miast, spiesząc do codziennych obowiązków nie zwracamy uwagi na to co nas otacza. Czasem warto popatrzeć w lewo czy  w prawo, aby zobaczyć to co mijamy i często nie zauważamy. Czasem też warto chociażby po deszczu popatrzeć pod nogi, gdzie przy sprzyjających warunkach, w kałużach można zobaczyć obrazy, których na co dzień nie widzimy.  
Pokaz slajdów „Spacerkiem po Przemyślu” to wędrówka po przemyskich ulicach, kamienicach oraz obiektach zabytkowych. To wędrowanie o różnych porach dnia, w różnych warunkach pogodowych daje możliwość zapoznania się z bogatą historią i pięknem Przemyśla- mojego rodzinnego miasta. W drugiej części pokazu wędrować będziemy po nieco innych ulicach i kamienicach. Ten blok poświęcony będzie Przemyskim Nekropoliom. Ktoś kiedyś powiedział takie słowa: „Jeżeli chcesz poznać historię miasta i Jego mieszkańców  udaj się na cmentarz”. Bardzo często wędruję z aparatem po cmentarzu komunalnym, czytając stare inskrypcje nagrobne, bardzo często zatarte, porośnięte mchem. Z tych inskrypcji można się wiele dowiedzieć.
W tym bloku pojawi się kilka fotografii zachowanych nagrobków pochodzących ze starego cmentarza na Lwowskim Przedmieściu, zobaczymy też nagrobki osób zasłużonych dla miasta, groby burmistrzów, wojskowych, przedstawicieli duchowieństwa, architektów czy pracowników kolejowych. W ostatnie  części pojawią się fotografie pokazujące Cmentarze wojenne z I wojny światowej.
Wyróżnienia i nagrody:

październik 2011r.
Honorowe wyróżnienie Międzynarodowej Federacji Fotograficznej FIAP w Międzynarodowym Konkursie Fotograficznym „Tylko Jedno Zdjęcie 2011” organizowanym przez Miejski Ośrodek Kultury i Klub Fotograficzny Atest 70 w Jarosławiu za pracę „Miejski Pejzaż”.
grudzień 2011r.
I wyróżnienie w konkursie fotograficznym „Podkarpacka przestrzeń w obiektywie”     organizowanym przez Podkarpacką Organizację Turystyczną za pracę „Kościelne wieże”.
Październik 2014r.
II miejsce w ogólnopolskim konkursie fotograficznym „Budowle obronne” Wrocław 2014.
Wrzesień 2017r.
Dyplom Prezydenta Miasta za propagowanie walorów turystycznych Przemyśla poprzez     fotografię.
Maj 2018r.
I miejsce w konkursie „Plener w muzeum”organizowanym przez Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej.

Wystawy:
29.10-25.11.2011r. „Galeria Rynek 6” w Jarosławiu - Wystawa pokonkursowa „Tylko Jedno Zdjęcie 2011”.
10.11-30.11.2012r. „Galeria Rynek 6” w Jarosławiu - Wystawa pokonkursowa „Tylko Jedno Zdjęcie 2012”.
09.09-01.10.2014r. Centrum Kulturalne w Przemyślu Galeria Hol Wystawa „Architektura          i zabytki Przemyśla”.
24.10-16.11.2014r. Pomieszczenie wystawowe - Galeria Sanowa w Przemyślu - Wystawa „Przemyśl w obiektywie”.
grudzień 2014r.  Wrocław - Wystawa pokonkursowa „Budowle obronne 2014”.
grudzień 2014r. Spółdzielczy Dom Kultury w Tychach - Wystawa pokonkursowa „Mgłą otulone”.
23.05. 2015r. „Stara Kopalnia” Wałbrzych Bienale Fotografii Krajoznawczej.
27.06-31.08.2015r. Przemyskie Podziemia Rynek 1 - Wystawa „Moje miasto”.
29.04-31.08.2016r. Przemyska Biblioteka Publiczna ul. Grodzka 8 - Wystawa „Przemyskie Mosty ulice i kamienice”.
01.10.2016r. Pokaz slajdów „Przemyśl Moje Miasto”  w ramach I Festiwalu slajdów podróżniczych PRZEMYŚLne Podróże.
10.06-20.08.2017r. Przemyskie Centrum Kultury i Nauki – Galeria Zamek – Wystawa „Przemyśl w kałużowym zwierciadle”.
07.10-31.12.2017r. Muzeum Archidiecezjalne w Przemyślu – Wystawa „ Motywy religijne na przemyskich budowlach świeckich i sakralnych.
styczeń – marzec 2018r. Przemyskie Centrum Kultury i Nauki – Galeria Zamek – Wystawa „Śniegiem i lodem otulone”.
maj - czerwiec 2018r. Muzeum Historii Miasta „Mała Galeria Fotografii” – Wystawa pokonkursowa „Plener w Muzeum”

 

 

Zakryte piękno – Czeczeni po dwóch stronach Kaukazu

17 listopada 2018 (sobota) godz. 16:00

Beata Rudnik-Tulej, Konrad Tulej, Mikołaj Tulej

 

 

Nasze wyjazdy mają charakter niekomercyjny: śpimy w namiocie, podróżujemy autostopem, a także sami organizujemy sobie wyżywienie. Dzięki temu poznajemy wspaniałych ludzi, ich kulturę, środowisko, w którym żyją. Poznajemy też samych siebie. I za każdym razem dowiadujemy się czegoś nowego. Od 2011 roku eksplorujemy „górsko” i kulturowo Kaukaz. Wszędzie, gdzie tylko możemy, to wychodzimy na najwyższe szczyty górskie. Mikołaj jest najmłodszym alpinistą na szczycie Tikanadze 3436 m n.p.m. w masywie Chaukhi w Gruzji; najmłodszym wędrowcem, który przebył 300-kilometrowy szlak Janapar Trail w Górskim Karabachu, a wspólnie jesteśmy pierwszą rodziną na świecie, która tego dokonała. Prowadzimy bloga 5kierunek.pl (Piąty Kierunek).

Czeczeni klękają tylko przed ojczystą ziemią, swoją matką oraz matką, która zrodziła bohatera. Mówią o sobie Nuachczi, co znaczy potomstwo Noego. Ich kultura sięga korzeniami czasów pierwszych cywilizacji na Bliskim Wschodzie. Dziś dla świata zachodniego Czeczeni to fanatyczni bojownicy muzułmańscy i międzynarodowi terroryści. W powszechnej opinii odpowiedzialni za atak na moskiewski teatr na Dubrowce, atak terrorystyczny na szkołę w Biesłanie czy też krwawe walki w Abchazji, Osetii Południowej oraz obecnie w Syrii. To lud, który przeżył wieloletnie wojny z caratem, stalinowskie wysiedlenie do Azji Centralnej, a także dwie wojny z Rosją. Zawsze dumni, zawsze waleczni, ceniący wolność jak wilki.

 

 

Rowerem po Słońce - Wyspy Kanaryjskie

17 listopada 2018 (sobota) godz. 18:00

Przemysław Pawłucki

 

 

Autor urodzony w Przemyślu w złotych latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, gdzie do dziś mieszka i pracuje. Z wykształcenia ekonomista, z zawodu doradca finansowy, z zamiłowania włóczęga i fotograf.
Od chwili gdy mając 3 latka wykorzystał nieuwagę dorosłych, wytargał swój pierwszy rowerek marki bobo na ślizgawkę i z niej zjechał wywołując u mamy „zawał serca” i konieczność zużycia kilku plastrów, zrodziła się u niego rowerowa pasja. W 1993 roku wyruszył na swoją pierwszą dużą wyprawę rowerową, trochę przypadkowo do Norwegii. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Od tamtej pory wraca do Kraju Wikingów kiedy tylko nadarza się okazja. Inne ulubione kierunki rowerowych wojaży to Islandia, Wyspy Kanaryjskie, najwyżej położone drogi Europy w Alpach, Pirenejach i górach Sierra Nevada. Jest pierwszym polskim członkiem francuskiego kolarskiego Club des Cent Cols (Klubu Stu Przełęczy). A dlaczego na rowerze? Bo – jak mówi – to smakowanie każdego przejechanego metra, wsłuchiwanie się w bicie własnego serca, wiatr we włosach, bliski kontakt z naturą. Z rowerowego siodełka można dostrzec wiele rzeczy, które umykają uwadze, gdy podróżuje się np. samochodem. Jest to również wspaniały sposób na realizowanie innej pasji – fotografowania. Dwukrotnie nagrodzony w konkursie „Podróżnik roku” organizowanym przez Magazyn Turystyczny „PODRÓŻE”. Współautor kilku książek podróżniczych, autor wielu artykułów prasowych. Ma na koncie kilka wystaw fotograficznych i pokazy slajdów.

Dziełem Autora są: Dania, Finlandia, Szwecja, Norwegia - zdobycie Przylądka Północnego (Nordkapp), dotarcie na krańce Laponii, aż pod granicę norwesko - rosyjską (Kirkenes), pionierska w polskiej turystyce rowerowej jazda po Spitsbergenie, w 1997 r. eksploracja Wysp Owczych i Islandii, w 1998 r. przejazd przez najwyższe drogowe przełęcze Europy położone w Alpach, Pirenejach i górach Sierra Nevada na południu Hiszpanii (Pico del Veleta - najwyższa droga Europy 3470 m n.p.m.). Rok 2000 to niezapomniana podróż po wiosennej Norwegii, rok 2001 - ponowna, tym razem samotna wyprawa na Islandię (przejazd przez wnętrze Islandii najdłuższą i najtrudniejszą trasą, dotarcie na najbardziej na zachód wysuniętą krawędź Europy). Rok 2002 – samotnie w Alpy, rok 2003 wspólnie z Krzyśkiem w Dolomity. Kolejne wyprawy: 2004, 2007 i 2008 – Norwegia, 2006 - Alpy (Austria, Włochy i Szwajcaria). Lata 2009-11 to zimowy „Projekt Kanary”. Zaliczone wszystkie główne wyspy - Lanzarote, Fuerteventura, Gran Canaria, Teneryfa, Gomera, El Hierro i La Palma. W roku 2012 odwiedził – dla odmiany – Norwegię. Największe „rowerowe” marzenie - Patagonia i Ziemia Ognista.

Wraz z dwoma przyjaciółmi tworzy Grupę Rowerową GLOB.

 

O pokazie:

Wyspy Kanaryjskie – wakacje pod palmami, słońce, plaża, pyszne jedzenie i napoje wliczone w cenę wyjazdu. X-gwiazdkowe hotele, beztroski wypoczynek, dyskoteki, bogate nocne życie… to nie o tym będzie pokaz.
Teneryfa – weźmiemy udział w największym po Rio karnawale.
Gomera – przemierzanie Parku Narodowego Garajonay, lasu pamiętającego epoki trzeciorzędu, to jak podróż w sam środek baśniowego świata. 
El Hierro – dotrzemy na Południk Zerowy wyznaczony przez Ptolemeusza. To tutaj Atlantyk wpada do przepaści pociągając za sobą wszystkie statki.
La Palma czyli La Isla Bonita – banany na najbardziej stromej wyspie świata.
Gran Canaria – złote piaski, białe wydmy, sosnowe lasy i wysokie wulkaniczne góry. To wszystko mieści ten „kontynent w miniaturze”.
Lanzarote – podróż po wulkanie śladami twórczości Cesara Manriqe.
Na koniec Fuerteventura – wyspa wiatraków i najpiękniejszych plaż na świecie.
Poszukamy trochę ciepła w środku zimy, zobaczymy wiele ciekawych miejsc, nierzadko w blasku niepowtarzalnych wschodów i zachodów słońca.
Zapraszam w rowerową podróż po Kanarach.

 

 

 

Łuk Karpat Zima - 2200 km zimowej wędrówki

18 listopada 2018 (niedziela) godz. 14:00

Weronika Łukaszewska i Sławomir Sanocki

 

 

Góry, przygoda, podróże to nasza pasja. Od lat przemierzamy górskie szlaki, jednak nasza wspólna wędrówka rozpoczęła się dopiero w 2014 roku, kiedy poznaliśmy się w Beskidzie Sądeckim. Okazało się, że mamy wspólny cel - przejście Głównego Szlaku Beskidzkiego o długości niemal 500 km. Nie znając się wcześniej, postanowiliśmy zaryzykować i wyruszyć razem na szlak. Swój swego pozna. Gdy Sławek rzucił drugiego dnia wędrówki hasło "a może by tak przejść całe Karpaty?" Weronika potraktowała to jako niewybredny żart, uginając się pod ciężkim plecakiem. Rok później po 2200 kilometrów karpackich szlaków, załapaliśmy prawdziwego bakcyla. Minionej zimy przeszliśmy ponownie łańcuch Karpat, tym razem w ciągu 3 miesięcy kalendarzowej zimy.


Pomysł o przejściu Karpat zimą zaświtał nam w głowach po letniej wyprawie w 2015 roku. 21 grudnia 2017 stanęliśmy znów nad Dunajem, by rozpocząć zimową wyprawę łańcuchem Karpat. Tym razem zaczynając od słowackich szlaków, przez Polskę, Ukrainę i Rumunię. Przez kolejne 3 miesiące zmagaliśmy się z nieprzewidywalną górską pogodą: deszczem, śnieżycami, zamieciami, tęgim mrozem, odwilżą i wichurami, relacjonując nasze zmagania na bieżąco na viamountains.com i FB/LukKarpatZima. Większość z 2200 kilometrów pokonaliśmy na rakietach śnieżnych, w głębokim śniegu. Na szlaku nocowaliśmy w namiocie i chatach pasterskich, po drodze mijając jedynie tropy dzikich zwierząt. Po 89 dniach wędrówki stanęliśmy nad Dunajem na granicy serbsko-rumuńskiej, kończąc pierwsze w historii, zimowe przejście Łuku Karpat.

Po 38 latach od pierwszego przejścia Karpat latem, Weronika i Sławek pokonali 2200 kilometrów w ciągu 3 miesięcy zimy. Swoją wyprawę rozpoczęli 21 grudnia 2017 w Bratysławie i po 89 dniach zakończyli 19 marca 2018 nad Dunajem w Orszowej, na granicy rumuńsko-serbskiej.

Pierwszy etap wędrówki przez Karpaty to pokonanie 400 kilometrów Słowacji. Warunki pogodowe sprzyjały wyprawie, choć były bardzo zróżnicowane. Temperatura wahała się od -6 do 5 stopni na plusie. Od pierwszego dnia mieliśmy do czynienia z trzema porami roku. W Małych Karpatach, gdzie spędziliśmy Święta, śniegu było niewiele, za to dużo błota. Białe Karpaty zgodnie z nazwą były białe, a Nowy Rok przywitaliśmy w Strażowskich Wierchach z widokiem na piękną panoramę Sulowskich Wierchów. Pierwszy depozyt, wysłany pocztą nie dotarł na miejsce przeznaczenia, więc konieczna była korekta trasy przejścia. Po 15 dniach dotarliśmy do granicy z Polską, gdzie odebraliśmy depozyt z żywnością i gazem.
Polski odcinek, 350 kilometrów, zajął nam 13 dni. Polska powitała nas piękną, niemal wiosenną pogodą. W Pieninach wspomnieniem po zimie był lód na szlakach. Ze względu na bliskość domu, w Magurskim Parku Narodowym dopadł nas pierwszy kryzys. Gdy chwycił duży mróz, a wiatr utwardził śnieg, w Bieszczady weszliśmy z dystansem 35 kilometrów. Następnego dnia z Komańczy do Cisnej pokonaliśmy 32 kilometry i odebraliśmy depozyt na ukraiński etap wędrówki. Zmiana pogody na szalejącą zawieję śnieżną sprawiła, że 25-kilometrowy marsz zmienił się w walkę z żywiołem do późnego wieczora. Z mozołem pokonywaliśmy metrowe zaspy świeżego, sypkiego śniegu w drodze na Kremenaros, gdzie pożegnaliśmy się z Polską i przez Słowację zeszliśmy do Ubli, by przejść granicę z Ukrainą.


Przejście gór Ukrainy zabrało nam 11 dni, w ciągu których pokonaliśmy dystans ponad 250 kilometrów. W Karpatach Wschodnich śniegu było bardzo dużo, a przejście możliwe tylko na rakietach. W śnieżycy weszliśmy na szczyt Połoniny Równej 1482 m n.p.m. dzięki ścieżce naniesionej na GPS. Z kolei z grzbietu Połoniny Borżawy podziwiać mogliśmy widoki i panoramy, choć dobra pogoda trwała tylko jeden dzień. Połonina Krasna wraz z otaczającymi ją górami Narodowego Parku Synevyr tworzyły w zimowej odsłonie pejzaż, który jest kwintesencją górskiej panoramy. Ostatnim pasmem na ukraińskiej trasie był Świdowiec. Mimo złej pogody - silnego wiatru, mgły i marznącego deszczu, który pokrywał ubrania lodem, weszliśmy na Tempę 1634 m n.p.m.


Rumuńskie Karpaty były dla nas największym wyzwaniem. Po 41 dniach wędrówki przez góry słowackie, polskie, ukraińskie, dotarliśmy do granicy rumuńskiej wycieńczeni, dlatego pokonywanie szlaków w górach Rodniańskich zajęło nam wiele czasu. Bardzo dużo śniegu było także w wulkanicznych Górach Kelimeńskich i Gurghiului. W górach Baraolt szliśmy śladami niedźwiedzia, który żerował na szczątkach krowy blisko miasteczka. Gdy weszliśmy w Karpaty Południowe, nadciągnął mroźny front znad Syberii. Sypało przez kilka dni, a temperatura spadła poniżej -20 stopni w ciągu dnia. Część Rumunii została sparaliżowana przez ciężkie śnieżyce i zamiecie. Jednak my nieustannie parliśmy do przodu, szlakami Piatra Craiului. Fogarasze pokonaliśmy niższymi partami ze względu na brak możliwości przejścia granią. W paśmie Lotru stanęliśmy na najwyższym punkcie naszej trasy - Steflesti 2242 m n.p.m. Nadchodząca odwilż przysporzyła kolejne trudności, odtąd bowiem musieliśmy torować przejście w ciężkim, mokrym śniegu, który roztapiał się pod wpływem słońca i temperatury. Swoja wyprawę zakończyliśmy, przechodząc przez pasmo Mehedinti, gdzie dopadły nas przedwiosenne ulewy.

Podjęcie tego wyzwania nie byłoby możliwe, gdyby nie nasza pasja. Bez miłości do gór nie bylibyśmy w stanie wytrzymać surowych, zimowych warunków i odnaleźć w sobie zachwytu nad pięknem otaczającej nas natury.

W sieci jesteśmy pod adresem www.viamountains.com.

 

 

Włóczęga po Indochinach

18 listopada 2018 (niedziela) godz. 16:00

Piotr Wnuk

 

 

 

 

Piotr Wnuk – pasjonat podróży w stylu wagabundy przemierzający świat autostopem, lokalnym transportem, motorem, rowerem lub na piechotę. Do tej pory odwiedził 40 krajów, m. in. Laos, Birmę, Kambodżę, Wietnam, Tajlandię, Japonię, Iran, Liban, Maroko, Nową Zelandię, Norwegię, Bałkany i wiele innych. Uwielbia schodzić z utartych szlaków i szuka miejsc niekomercyjnych, aby poznać kulturę odwiedzanego kraju oraz ludzi i ich prawdziwe życie, na co dzień.

Opowiem o swojej wyprawie do Indochin (Wietnam, Laos, Kambodża, Birma), która trwała prawie cztery miesiące i zakończyła się w 2016 r.. Przez ponad trzy miesiące przejechałem około 20 tysięcy kilometrów lokalnym transportem (autobusy i pociągi), autostopem, motorem oraz rowerem. I wiele kilometrów przebyłem piechotą. Chciałbym opowiedzieć zarazem o swoich przygodach jak też o rzeczach istotnych, ważnych, trudnych i bardzo często przez to niepopularnych. Chciałbym też spróbować przybliżyć dominującą w tym rejonie świata religię jaką jest buddyzm oraz bardzo mocno zakorzeniony animizm.

Zapamiętałem ze swojego wyjazdu kilka przygód, m.in. to, jak w Laosie mrówki wygryzły podłogę i weszły w nocy do mojego namiotu oraz jak podczas podróży łodzią po rzece Nam Ou, wraz z moim kompanem z Syberii Dmitrijem, wywróciła nam się łódka i musieliśmy być wyciągnięci na brzeg przez mieszkańców okolicznych wiosek. Opowiem, o tym, że nie warto wypożyczać chińskich motorów, bo kończy się to wywrotką (Wietnam), opowiem jak przy granicy z Kambodżą złapałem autostop, którym była młocarnia i mogłem zaobserwować jak wykorzystują ją rolnicy, powiem jak wyglądała moja podróż koleją w Birmie i dlaczego przejazd 160 km trwa 10 godzin. Powiem jak smakuje betel i czy warto go spróbować. Wspomnę też o więzieniu w Takeo (Kambodża), którego brama stała otworem, nie było przed nią strażnika, a więźniowie wcale nie kwapili się aby uciekać.

Ale chce też powiedzieć o tym, że Wietnam staje się miejscem bardzo komercyjnym i niestety nieprzyjaznym dla podróżnika. W wielu dużych miastach i popularnych miejscach przybysz staje się „chodzącym portfelem”. Miejscowi nie chcą poznać go jako człowieka, tylko zarobić na nim jak najwięcej. Próby wymuszeń i oszustw stają się nagminne. Jak nie będziesz chciał zapłacić w autobusie dziesięć razy więcej niż kosztuje bilet, to Cię z tego autobusu wyrzucą. Umówisz się z kierowcą tuk-tuka na określoną kwotę za przejazd, to potem będzie chciał trzy razy więcej. Na szczęście w małych niekomercyjnych miejscowościach ludzie są wspaniali i bezinteresowni. I ten kontrast chciałbym pokazać.

Chciałbym też opowiedzieć o strasznym zjawisku masowej prostytucji wśród młodych dziewczyn oraz dzieci w Kambodży. I o tym, że niewiele się robi aby przeciwdziałać temu zjawisku, ponieważ jest bardzo wielu chętnych, którzy przyjeżdżają z zamożnych krajów tylko po to, żeby mieć możliwość „kupna na własność” na kilka dni młodej kobiety. Chcę powiedzieć także o niewolniczej, wielogodzinnej pracy za grosze kambodżańskich dzieciaków w szwalniach, które produkują odzież dla wielu „topowych” marek.

Chcę pokazać co jest przyczyną zapóźnienia gospodarczego i ekonomicznego Laotańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej. Jaki wpływ na ten stan rzeczy miał kolonializm zapoczątkowany pod koniec XIX w., ośmioletnia wojna indochińska oraz dwudziestoletnia wojna domowa, podczas której na Laos zrzucono około dwóch milinów bomb, które w większości zalegają w dżungli jako niewypały, a koszt ich usunięcia wyniósł by klika milionów dolarów.

Chcę opowiedzieć o Birmie, której „biali” przybysze z zachodu wyrządzili dużo krzywd, a mimo to jej mieszkańcy są nieprawdopodobnie gościnni i podchodzą do przybysza na ulicy, żeby mu pomóc, wskazać drogę, zaprowadzić na autobus. I wszystko to bezinteresownie, bez chęci otrzymania za to jakiegokolwiek wynagrodzenia. Chcę opowiedzieć o ogromnej biedzie, która towarzyszy większości mieszkańców tego kraju, pomimo tego, że jest on w posiadaniu ogromnej ilości cennych kruszców oraz złóż różnorodnych wartościowych surowców. Chciałbym też opowiedzieć o Chińskiej dominacji w tym regionie świata.

Ale przede wszystkim chciałbym opowiedzieć też o tych wszystkich wspaniałych rzeczach, których udało mi się doświadczyć podczas mojej podróży. O wspaniałych, bezinteresownych, ciężko pracujących ludziach. O zjawiskowej, dzikiej naturze. O wspaniałej jakże odmiennej architekturze. A także o towarzyszącej mi na każdym kroku odmienności od tego co znane i pozostawione tutaj u siebie na miejscu.

 

 

Maroko inne niż znane

18 listopada 2018 (niedziela) godz. 18:00

Grzegorz Baltazar Kajdrowicz

 

 

 

 

Grzesiek, choć od ponad 25 lat używa imienia Baltazar, znany w Przemyślu z czasów licealnych jako Koniu lub zwierzę na dwie litery czyli Qń, urodził się 13 w piątek. Co prawda niewiele po północy, ale jednak był już 13 w piątek. Data ta determinowała jego życie i to bynajmniej nie chodzi o bycie pechowcem.
Po ukończeniu studiów na krakowskiej Akademii Górniczo - Hutniczej, przeniósł się do Warszawy, gdzie żył i pracował do października 2015 roku, by wrócić w rodzinne strony, do najpiękniejszego z miast jakie widział, do Przemyśla.


Od niepamiętnych czasów naprawiał i składał rowery. Swojemu koledze z ulicy potrafił sprzedać składaka przerobionego na przerzutki i nie miało znaczenia, że łańcuch przeskakiwał. Marketing był najważniejszy.
Jego pierwszym rowerem górskim, był samodzielnie złożony na stalowej ramie, piastach od motoroweru Simson i klamkach hamulcowych od motoru Java, pancerny rower wagi co najmniej 6*XL. Tym cudem pokonał trasę z Przemyśla do Sanoka, ale wrócić już nie miał siły. To zmotywowało go do pracy nad kondycją i dzięki temu w przyszłości mógł pokonywać o wiele dłuższe trasy na o wiele cięższym sprzęcie.

W swoim dotychczasowym życiu odbył wiele wypraw rowerowych po 5 Kontynentach (czasami zsiada z roweru, jak w przypadku Etiopii) m.in.:
Wiedeń - Chamonix przez 20 wysokogórskich przełęczy alpejskich w tym 13 powyżej 2 tys. m n.p.m. z Passo dello Stelvio (2758), a także Wenecja - Budapeszt wraz z Alpami Julijskimi w Słowenii i Dolomitami we Włoszech. W 1999 r. przejechał przez wysokogórskie obszary wulkanicznego archipelagu Wysp Kanaryjskich oraz przełęcze szwajcarskich Alp. W roku 2000 celem rowerowych wojaży była Turcja. W 2001 roku odwiedził Norwegię. W 2002 przejechał przez Góry Skaliste Kanady. Na przełomie roku 2004 i 2005 przejechał Nową Zelandię, która była jego wielkim marzeniem i wyzwaniem. W 2006 odwiedził Kirgizję a rok później ponownie Norwegię. Wyprawa w 2008 roku odbyła się w do Maroka. W 2009 roku ruszył śladami wypraw krzyżowych do Syrii i Jordanii, rok później w maju odwiedził jedną z przepięknych Wysp Kanaryjskich - Fuertaventure, a we wrześniu 2010 roku przejechał w szerz Madagaskar. W 2012 ponownie wrócił do Maroka, a we wrześniu przejechał przez Albanię. W 2013 roku objechał jezioro Bajkał. W roku 2015 po raz trzecie odwiedził Maroko, dokąd wrócił już po raz piąty w listopadzie 2017. Współautor kilku książek podróżniczych w tym "Podręcznika Przygody Rowerowej".
Uwielbia Łemkowszczyznę i Huculszczyznę na Ukrainie. Świetnie czuje się w klimatach krajów postsowieckich.

Maroko inne niż znane to zapis przeżyć 2 z 5ciu wypraw po tym przepięknym kraju.

Pobudka o 7.30. Słońce zaczęło dopiero niemrawo gładzić szczyty wzniesień. Szybkie śniadanko, kisielek, herbatka. Słoneczko wyszło w pełnej krasie. Namiot schnie z rosy. My najedzeni składamy powoli obóz, by ruszyć dalej w nieznane. Nieznane to miasto Taourirt. Po drodze jechaliśmy nad sztuczne jezioro z elektrownią - Barrage Muhammad V. Wokoło puste przestrzenie poprzecinane niestety drutami wysokiego napięcia. Wszędzie są suche koryta rzek i potoków i dość sporo domostw Berberów. Udało nam się też odwiedzić szkołę. Na powitanie dzieci wyrecytowały arabskie powitanie, z którego zrozumieliśmy tylko koniec. Czyli Allah jest wielki. Dzieci recytowały te słowa z wielką pasją. Najważniejsze jednak jest to, że w Maroku jest kładziony nacisk na edukacje już od najmłodszych lat. Widać także inwestycje typu prąd czy woda. Młody król Muhammad VI jest mądrym władcą. Inwestuje w przyszłość kraju. Wiecej na www.turystykarowerowa.eu

 

 

 

 

Bilety do nabycia w przedsprzedaży w kasie CK, przez Internet lub przed każdym pokazem w cenie 10 zł za pokaz lub 40 zł karnet na 2 dni.